s p Irena

Opublikowane w następujących tytułach w dniu: 05.02.2020
Gazeta Wrocławska

ś+p
Irena Gałuszka

(3 II 1923 – 5 II 2010)
„Jej niekończąca się pamięć o innych nie pozwoli nam zapomnieć o Niej” - te słowa poetki Elizabeth B. Browning syn śp. Ireny Gałuszki, Piotr, polecił wyryć na jej nagrobku. Nie mówią nic o muzyce, choć Akademia
Muzyczna była pasją jej życia, a jako śpiewaczka i wykładowca osiągnęła szacunek, splendor i zaszczyty dla większości niedostępne. Nie mówią o duszy pedagoga, choć wychowała grono mistrzów rozsławiających Wrocław i Polskę na scenach całego świata. Mówią o Irenie to, co mówić powinny. Nie żyła dla siebie, nigdy.
Nagrywała dla Polskiego Radia, przez ponad 15 lat była jedną z głównych postaci wrocławskiej operetki, przez większość zawodowego życia – wychowawcą przyszłych solistów. Do dziś 20-letni studenci, stojący u progu swych karier, czytają jej publikacje o głosach, operowych partiach, wirtuozach. Nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że chcą. A dojrzali już absolwenci muzycznej Alma Mater, wracają do nich. Nad książką „Słynni śpiewacy operowi (cechy psychosomatyczne)” Irena spędziła długie lata, korespondując z najwybitniejszymi osobistościami światowej opery i operetki. Zjeździła największe sceny, archiwa, muzea, od St. Petersburga po Nowy Jork. Minęło 30 lat, a oni wciąż czytają, wciąż czerpią z jej pracy. Czy może być większa nagroda?
O tym wszystkim powszechnie wiedziano - o tym, co było wcześniej, bo przecież nie pochodziła z Wrocławia, wiedzieli nieliczni. Ale któż mógł pomyśleć, że jej rodzinny dom stał tuż przy torach wiodących do Auschwitz? - Gdzie był wtedy świat? Gdzie wy wtedy byliście? - w tych przejmujących słowach jedna z byłych więźniarek zwróciła się do światowych przywódców i koronowanych głów podczas obchodów 75. rocznicy wyzwolenia obozu. Cisza po jej słowach była ciszą wstydu. Wstydu całego cywilizowanego świata. Byli jednak tacy, którzy swój egzamin życia zdali. W domku przy torach 18-letnia Irena wraz z mamą Emilią, nie zdradzając niczego jedna drugiej, ukrywały Żydów. Jedna w piwnicy, druga na strychu. Najmniejszy błąd, jeden donos - i Niemcy wymordowaliby całą rodzinę. Kiedy rok później wysadzili ich dom, by w szale zabijania obóz powiększyć, wysiedlone do kamienicy na oświęcimskim Rynku kobiety nadal pomagały. Pracując w aptece, Irena wynosiła leki, przemycane następnie za druty. I znowu był strach.
Ilu było takich ludzi, dzielnych Polek i Polaków, którzy narazili życie swoje i swojej rodziny, ale nigdy własnego drzewka w Jad Waszem nie mieli i mieć nie będą? Irena Gałuszka była jedną z takich osób. Niedługo po jej śmierci, w mieszkaniu przy Dembowskiego na wrocławskim Sępolnie zadzwonił telefon. Mężczyzna po polsku, ale z wyraźnym akcentem, powiedział, że dzwoni z Izraela, żeby syn wiedział, że odszedł wielki człowiek. Nie przedstawił się. Kim był, skąd wiedział – to tajemnica, którą zabrała do grobu. Jednym z tych, którym pomogła, znanych z imienia i nazwiska, był więzień Auschwitz nr 774 - Xawery Dunikowski, słynny rzeźbiarz. Irena wywiozła go z obozu zimą 1945 roku. Na sankach. Kiedy leżał i ledwo zipał, spojrzał na nią i rzekł: „gdybym umiał wyrzeźbić blask tych wielkich oczu, co lepiej wyszłoby malarzowi, zrobiłbym to natychmiast”. - Chłop zawsze pozostanie chłopem – odparła, nie wiedząc z kim ma do czynienia. Te sanki syn zachował do dziś.
Niemcy nigdy jej nie aresztowali. Być może dlatego, że ks. Władysław Grohs de Rosenburg – wikary z Oświęcimia, mentor patriotycznej młodzieży, postać wyjątkowa – napominał stale, by zachować anonimowość, nie wstępować do żadnych organizacji: „Jak cię złapią i będą męczyć, nikogo nie wydasz. Ani nikt złapany nie wyda ciebie”. Znała niemiecki, odwagą pomagała szczęściu, a kiedy już jeden z żandarmów, Ślązak, rozumiejący po polsku, zaczął coś podejrzewać i zaczaił się z pistoletem w ręku, gdy wiozła przesyłkę, nie straciła zimnej krwi, nie zaczęła uciekać. Powiedziała dokładnie to, co potwierdzały „papiery”. Trafił się też porządny Austriak, dentysta. To on nalegał, żeby uciekała wraz z nimi póki to możliwe, bo Sowieci gwałcą wszystkie dziewczęta, a swoje rządy zaczną od niszczenia takich jak ona...
Cios najboleśniejszy zadali trzy dekady później ci mówiący tym samym językiem - w pamiętnym grudniu 1981. Z atrzymaną wywieziono do obozu dla kobiet w Gołdapi. - Co z nami zrobią? - kto nie przeżył stanu wojennego, ten nie zrozumie, jak kaleczyła umysł i duszę ta przeraźliwa niepewność w dniach, kiedy komuniści pacyfikowali naród i mordowali górników z Wujka. Irena cierpiała podwójnie. Była już mocno w sile wieku. We Wrocławiu zostali jej uczniowie, ich egzaminy, mistrzowskie konkursy...
Mimo profesorskich szlifów, nigdy nie prosiła o lepsze traktowanie. I przed upadkiem komunizmu, i później. Bolały ją nierówności społeczne i niesprawiedliwość czasu transformacji. Znowu pomagała, rozdawała...
„Niewiastę dzielną któż znajdzie? Jej wartość przewyższa perły” - pyta biblijna Księga Przysłów.
Irena Gałuszka była taką perłą.

Plaża

Napisz wspomnienie

Możesz dodać wideo, obrazek lub zapalić świeczkę.

Wprowadź wiadomość

Wstaw link z YouTube

Możesz skopiować url filmu na YouTube i wkleić go w ramce poniżej.

Wideo będzie wyświetlane w Twoim komentarzu i możliwe do odtworzenia przez innych.

Podaj link z YouTube

FileName

Dodaj obrazek
Wybierz plik z komputera lub przeciągnij go i upuść tutaj
Wielkość pliku nie może przekraczać 8 MB i musi być jednym z następujących formatów: .jpg,.jpeg,.png,.gif
Wybierz świeczkę

Zostań powiadomiony

Wpisz poniżej swój adres mailowy jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o świeczkach i wiadomościach zamieszczonych na stronie tego anonsu.

Koniec zawartości

Nie ma więcej stron do wyświetlenia