Henryk Bednarek
This was published in the following publications on 02.04.2020:
Gazeta Wrocławska
This was published in the following publications on 02.04.2020:
Gazeta Wrocławska
płk Henryk Bednarek
(23.01.1955 r. – 2.04.2019 r.)
Mija już rok, a ja wciąż nie przestaję się dziwić. Ten krótki moment zawahania, gdy otwieram drzwi rodzinnego domu
i przypominam sobie, że już Go tam nie zastanę. A przecież zawsze na mnie czekał, gdy przyjeżdżałem z daleka
i pomagał mi znaleźć miejsce do parkowania na podwórku. Jego wielkość, Jego dobroć, Jego miłość przejawiały się w takich właśnie drobiazgach. W piwnicy wciąż stoi oparta o ścianę półka, której nie zdążył skręcić. W szafkach czy dokumentach
do dziś odnajduję krótkie, pisane trudnym do podrobienia charakterem pisma notatki, które robił, by niczego nie zapomnieć. Ostatni list, jaki nam zostawił, już ze szpitalnego łóżka, to była instrukcja, jak należy prawidłowo podcinać drzewka.
Te przedmioty, które w tamtym życiu były zupełnie obojętne, w świecie bez Niego potrafią wiele powiedzieć o tym, jaki był.
Troska i praktyczność – te cechy jako pierwsze przychodzą mi na myśl, gdy obcując z rzeczami, które po sobie zostawił czasem w myślach, a czasem na głos zdarza mi się pytać w próżnię „no dlaczego nie ma Cię już wśród nas?”.
Pamiętam leżącą na blacie w kuchni listę z rzeczami do zrobienia, którą codziennie pod wieczór uzupełniał na nowo,
planując kolejny dzień. Pamiętam prośby, by zawsze dać znać, gdy dojadę. To był nasz rytuał, że zaraz po przybyciu
na miejsce, ja wysyłałem mu krótkie „jestem”, a On odpowiadał mi jeszcze bardziej zdawkowo „ok”.
W moim telefonie wciąż mam zapisane te zwięzłe konwersacje, bez których żadnej z mojej podróży
nie mogłem uznać za zakończoną. Pamiętam, że dobrze znał kalendarz prac polowych i lubił dbać o ogród.
Pamiętam, że kochał las i przyrodę. Pamiętam, że gdy zabrakło pieniędzy w rodzinie, nie zawahał się na moment,
by sięgnąć do oszczędności, nie oczekując spłaty. Pamiętam, że płakał po śmierci naszego psa.
Tego psa, z którym wychodził co rano przed pracą, żebyśmy my mogli dłużej pospać.
Pamiętam też, teraz dużo bardziej niż kiedyś, że nigdy w moim życiu nie było chwili, bym mógł wątpić w jego pomoc.
Przypadkiem, a może wcale nieprzypadkiem ostatnie miesiące Jego życia zbiegły się z czasem, gdy dużo śmielej i mądrzej
niż wcześniej zacząłem myśleć o tym, kim był mój Ojciec, jakie wzorce i wartości mi przekazał.
Nie wiem, czy uświadamiał sobie to, co ja sobie uświadomiłem – jak wiele dokonał w życiu i jakim był dzielnym,
wytrwałym i mężnym człowiekiem. Wiem, że nigdy wprost nie usłyszał tego ode mnie, czego bardzo żałuję.
Gdybym miał możliwość jeszcze coś Mu powiedzieć, to byłoby właśnie to.
Bardzo bym chciał, by mógł wiedzieć to, co ja teraz o Nim wiem. By gdziekolwiek teraz jest, mógł poczuć to,
co my czujemy za każdym razem, gdy w sposób wypowiedziany lub niewypowiedziany przywołujemy Go do nas.
By dotarła do Niego nasza wdzięczność, za bezpieczny,
pełen możliwości, wsparcia i dobroci świat, jaki zbudował dla swojej rodziny.
Sprawiedliwość to jedna z ostatnich rzeczy, jakie można oczekiwać od losu, ale złość na to,
że musiał tak nagle i dramatycznie odjeść jest wciąż żywa. Tej rany czas nie uleczył.
Wojciech Bednarek, w imieniu swoim,
Mamy Lucyny i Brata Michała
End of content
No more pages to load
Alina, Tadeusz Hryniewieccy
6yrs