Jan Kowalczyk

This was published in the following publications on 01.04.2020:
Gazeta Wrocławska

Płk Jan Kowalczyk
(8.04.1932 – 1.04.2019)

Wiedzieliśmy, że odchodzi. On także o tym wiedział i wydawało się, że przyjmował to ze spokojem.
Spokój w obliczu śmierci jest przywilejem ludzi o mocnym charakterze i tych, których życie zdążyło mocno zahartować.
Tak właśnie było w Jego przypadku.
Siła i życiowa energia, którą odczuwał każdy, kto z Nim obcował, nie opuściły Go prawie do samego końca.
Jedynie w ostatnich tygodniach, gdy umęczone chorobami ciało wreszcie uległo,
zdany był na pomoc Żony i najbliższej rodziny.
Normalnie, przez całe życie, to On pomagał nam i myślę, że nie wyobrażał sobie, by mogło być inaczej.
Zrobiło się bardzo cicho i smutno bez Niego „w Lesie” – tak miał w zwyczaju nazywać wiejską posiadłość,
gdzie wraz z Żoną przeżyli ponad dwadzieścia lat. Tylko On od samego początku miał do tego domu przekonanie,
my potrzebowaliśmy trochę czasu, by oswoić to miejsce.
Z czasem, nikt nie zauważył kiedy, Las się stał nieodłączną częścią historii naszej rodziny,
gdzie zapisały się nasze najbardziej beztroskie i radosne wspomnienia. I w żadnym z tych wspomnień
nie może zabraknąć Jego postaci – pozornie surowego, lecz zawsze cieszącego się z odwiedzin
i mającego na wszystko baczenie Gospodarza.
Choć Wrocław pozostał ich miejskim przyczółkiem zdecydowanie byli „tamtejsi”,
z ich niezmiennym porządkiem dnia – wyprawą autem po zakupy, ulubionymi sklepami, lekturą gazety
i wspólnym piciem kawy w ogrodzie, sąsiedzkimi wizytami, dokarmianiem okolicznych psów i kotów.
I były jeszcze te długie letnie wieczory w ogrodzie przy szklance zimnego piwa, którym częstował nas na zwieńczenie dnia. Miał wtedy spokój na twarzy i milcząc patrzył się w dal.
Wojsko miał we krwi. Wojsko go ukształtowało i wytyczyło jego życiową drogę. Że była to właściwie obrana ścieżka
dla nikogo, kto go lepiej znał, nie było wątpliwości. Lubił porządek i dyscyplinę, lecz nade wszystko lubił przewodzić.
Nie był przez to człowiekiem łatwym, ale cechy te w połączeniu z Jego charyzmą, pogodnym usposobieniem oraz odwagą czyniły zeń wybitnego żołnierza i szanowanego dowódcę. Nawet gdy już zdjął mundur i odpiął pagony,
dla nas wszystkich pozostawał Panem Pułkownikiem. Był raczej mało wylewny i rzadko dzielił się wspomnieniami,
ale gdy już coś wydobywał z pamięci, były to zazwyczaj anegdoty związane ze służbą wojskową.
Mało co sprawiało mu taką radość, jak telefon czy odwiedziny swoich dawnych podkomendnych.
Śledził ich losy, wielu zostało Jego serdecznymi przyjaciółmi.
Żył radośnie i głośno, a umarł cicho i spokojnie.
Cieszę się, że mieliśmy okazję się pożegnać. Powiedzieć, to, co najważniejsze – że Go kochamy i za wszystko dziękujemy.
Co to znaczy wszystko, trudno ująć w słowa. Z resztą, On już to teraz wie.

Żona, Dzieci, Wnuki

Beach

Write a greeting

You can add a video, upload an image or light a candle.

Please enter a message

Insert a link from YouTube

You can go to a video on YouTube, copy the URL and paste it in the box below.

The video will be displayed on your comment, allowing others to play it.

Please insert a link from YouTube

FileName

Please upload an image
Select file from your computer or drag and drop it here.
The file size must not exceed 8 MB and must be one of the following formats: .jpg,.jpeg,.png,.gif
Please select a candle

Get notified

Enter your email below if you would like to be notified when a greeting is posted on this memorial page.

End of content

No more pages to load