Żałoba ma różne odcienie
Rozmowa z Anną Gromińską, psychoterapeutką z Centrum Pomocy Psychologicznej i Psychoterapii „Jestem” w Toruniu.
Czy to w jaki sposób przeżywamy śmierć bliskiej osoby to indywidualny proces czy może są jakieś mechanizmy wspólne dla psychiki ludzkiej?
- Przede wszystkim nie sprowadzałabym żałoby do jakiegoś tuzinkowego doświadczenia. Przeżywanie śmierci i żałoby jest bardzo indywidualną sprawą. Sposób w jaki to przechodzimy zależy od wielu czynników. Od relacji i straty jaką człowiek doznaje, czyli jak traci, kogo traci, w jakim momencie swojego życia. Poza tym zależy od osobowości i predyspozycji do radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Aczkolwiek można mówić o pewnych fazach żałoby. Trzeba jednak pamiętać, że jest to tylko model, a bliscy zmarłego z naturalnych powodów nie chcą być potraktowani tuzinkowo i słowa typu „to co przeżywasz jest naturalne”, „tak każdy przeżywa” nie pomagają, bo oznaczają niezrozumienie specyficznej sytuacji.
No właśnie, co powiedzieć osobie, która straciła kogoś bliskiego? Jak ją wesprzeć, czy może nic nie robić? Często mamy problem z odnalezieniem się w sytuacji, bo nie wiemy, jak się zachować.
- Trzeba po prostu być. Czasami zdarza się, że przychodzą ludzie do gabinetu zastanawiając się, czy to, co czują jest normalne, że to się pewnie nigdy nie skończy. Na żałobę nie ma jednak żadnych leków. Nawet niedobre jest przyjmowanie leków, bo one otumaniają, sprawiają, że człowiek nie do końca przeżyje to, co powinien przeżyć. Ten ból, cierpienie są potrzebne, żeby sobie pewne rzeczy poukładać. Wsparcie osób bliskich jest tutaj bezcenne. Zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie boją się, krępują, nie wiedzą, czy urażą np. składając kondolencje, dopytując, dzwoniąc, ale to bardzo ważna rzecz. Czasami osoby w żałobie nie mają siły na to, by o taką pomoc poprosić. Natomiast to jest najważniejsze, by być z tą osobą. Jak być? To w zależności od tego, czego ten człowiek potrzebuje, co sygnalizuje. Trzeba pozwolić mu wypłakać się, powspominać, poopowiadać, wyrazić swoje uczucia, pozłościć się, posmucić. Nie trzeba zajmować takiej osobie zbyt dużo miejsca, ale pozwolić na to, by bliska osoba miała możliwość przeżycia i wyrażenia tych uczuć. Inaczej one w nas pozostaną.
Często po stracie bliskiej osoby uciekamy w wir pracy, byle nie myśleć, nie czuć. To dobry sposób na poradzenie sobie ze śmiercią?
- To też jest indywidualna sprawa. Są osoby, które angażując się w pracę zawodową, mają korzyść z tego, bo im to służy, pomaga im poradzić sobie z trudną sytuacją. Jeśli ktoś coś takiego robi i mu to pomaga, to dobrze. Ale niezależnie od tego powinien być ten czas i miejsce, by jednak przeżyć żałobę. Nie możemy uciekać w zapomnienie. Zupełne odgrodzenie się na zasadzie odcięcia, nie będzie służyło, bo uczucia, które są niewyrażone zostają w nas, później wracają po latach. Czasami zdarza się, że ktoś przeżywa żałobę po latach, bo nie miał możliwości wyrażenia swoich emocji bezpośrednio po śmierci bliskiej osoby. Uczucia zostały zamrożone, a to czasami blokuje drogę do przeżywania innych emocji takich jak radość. Są osoby, u których w związku z żałobą nastąpi pogorszenie funkcjonowania w relacjach towarzyskich, zawodowych i społecznych, będą miały dużo mniejszą motywację do kontynuowania normalnych zadań życiowych. I to też jest w porządku, jeśli jest to przejściowe.
Jakie zachowania powinny nas zaniepokoić u osoby, która straciła bliską osobę? Kiedy bliscy powinni interweniować?
- Często zwraca się uwagę na kryterium czasu. Nie chciałabym jednak zawężać tego tylko do upływającego czasu. W psychologii umownie przyjmuje się, że żałoba trwa do roku. Ten odcinek czasu jest również uwarunkowany kulturowo. Zanikający już zwyczaj ubierania się w czarny strój i unikania hucznych zabaw do roku potwierdza, że już nasi przodkowie rozumieli czy czuli intuicyjnie potrzebę przeżywania żałoby w tym okresie. Jeśli ten stan się znacznie przedłuża i mimo upływu czasu człowiek dalej tkwi w smutku, nie podejmuje aktywności, nie ma motywacji do zmiany, izoluje się od ludzi, popada w przygnębienie, które nie mija a wręcz intensyfikuje się, wówczas powinniśmy rozważyć możliwość skorzystania z profesjonalnej pomocy.
Czy są jakieś różnice w przeżywaniu żałoby między kobietą a mężczyzną?
- Dla każdego strata bliskich jest bolesna. Różnice mogą dotyczyć nie tyle doświadczania, ale sposobu wyrażania uczuć. Wynikają one między innymi z wpływów środowiskowych. Na przykład chłopcy wychowywani według wzorca nakazującego powstrzymywanie się od okazywania uczuć kojarzonych ze słabością, częściej będą tłumić swoje emocje, zgodnie z przekonaniem, że mężczyzna powinien być silny, nie załamywać się i być zawsze podporą. Tymczasem on także przeżywa. Obserwuję, że te różnice w sposobie wyrażania uczuć przez kobiety i mężczyzn, podobnie jak w innych kwestiach stopniowo się zacierają. Mężczyźni coraz częściej pozwalają sobie na łzy i okazanie słabości. Nie tracą przy tym swojej męskości.
Powróćmy jeszcze do czasu żałoby. To taki jednolity okres, czy może są jakieś fazy?
- Rzeczywiście, jak już powiedziałam, można wyróżnić pewne etapy przeżywania straty. Pierwszą jest faza szoku, zaprzeczania. Osoba nie przyjmuje do wiadomości tego, co się stało. Zaprzecza informacjom. Po tym, następuje okres targania się, złości. To wtedy, kiedy człowiek uświadamia sobie fakt odejścia. Pojawiają się silne emocje związane z poczuciem winy i mówimy „a gdybym zrobił to, czy tamto, to byłoby pewnie inaczej”. To poczucie winy często jest nieadekwatne, bo przecież zwykle nie mamy wpływu na to, że ktoś odchodzi. Pojawia się też złość – na osobę, która odeszła i nas zostawiła, na innych, na Boga, na los. Trzeba pozwolić na tę złość, choć często się jej wstydzimy.
Jak tą złość z siebie wyrzucić? Na co możemy sobie pozwolić?
- Dać przyzwolenie na jej wyrażenie, bez wzbudzania poczucia winy. Ten etap oczywiście przechodzi. Złość opada, ale także spada poziom energii. Następuje czas smutku, przygnębienia, kiedy zaczynamy odczuwać konsekwencje utraty bliskiej osoby. Zaczyna do nas dochodzić to, że nasze życie zmieniło się, nie ma już kogoś ważnego, kto dotychczas nam towarzyszył. To wyzwala ból i poczucie beznadziei. Ten okres smutku i wyciszenia służy przewartościowaniu życia, poszukiwania nowego sensu. Wtedy zaczynamy adoptować się do zmienionej sytuacji. To książkowy model, od którego są odstępstwa. Proces żałoby nie musi przebiegać linearnie. Może się przecież zdarzyć, że wracamy z powrotem do etapów, które już przeszliśmy. Wiedza o przebiegu tego procesu może być pomocna w akceptowaniu różnorodnych uczuć, które mu towarzyszą.
Katarzyna Fus