Joanna Biłyk
Opublikowane w następujących tytułach w dniu: 09.06.2017
Żywiec
Opublikowane w następujących tytułach w dniu: 09.06.2017
Żywiec
Podziękowania za wsparcie i udział w pogrzebie
ś+p
Joanny Biłyk (Ajki)
składają
Rodzice i Brat z Rodziną.
Kiedy zapytałam syna, co napisać o Ajusi - powiedział tylko - napisz, że była niezwykła.
Więc piszę - nasza Joanna, a tak naprawdę dla wszystkich Ajka była wspaniałą: Córką, Siostrą, Ciocią, Kuzynką i Żoną. A dla nas Przyjaciółką. W pamięci pozostaje jako osoba zawsze uśmiechnięta i radosna. Dla każdego miła i uprzejma, zawsze pogodna - wzbudzała niesamowitą sympatię. Zawsze podziwialiśmy w niej ten niesamowity optymizm. Dla niej świat był kolorowy. Kochała życie i umiała doceniać jego piękno. Uwielbiała jazdę na nartach - była wspaniałą narciarką - dla nas najlepszą na świecie. Smakowała życie, ale pamiętała również o innych.
Pewnego dnia pokazała nam zdjęcie małego murzyńskiego chłopczyka.
Adoptowała go na odległość i co miesiąc przekazywała środki na jego edukację.
Kochała dzieci - zwłaszcza bratanica Milenka zajmowała szczególne miejsce w jej sercu.
To, co najbardziej w niej podziwiałam, to całkowity brak zawiści i próżności.
Cieszyła się z cudzych sukcesów, podziwiała i wychwalała osiągnięcia innych.
Nie lubiła być w centrum uwagi - nie miała tej tak charakterystycznej dla naszych czasów
potrzeby bycia najważniejszą i najbardziej zauważoną.
Chorobę znosiła bardzo godnie. Nikogo nie zamęczała swoją sytuacją. Byliśmy wielokrotnie świadkami, kiedy to ona musiała pocieszać innych, a zapewne nie było jej lekko. Przecież życie doświadczyło ją dwukrotnie. Po pierwszej chorobie stała się naszą bohaterką.
Przeszła ją z taką pogodą ducha, że dla wszystkich było to niepojęte. Nigdy się nad sobą nie użalała. Była bardzo dzielna.
Pół roku temu, gdy rozeszła się wiadomość o jej chorobie, nie było dnia, żeby ktoś nie pytał o nią. Wszyscy przekazywali pozdrowienia i zapewniali o swoim wsparciu i modlitwie. Byli to zarówno bliscy, jak i dalsi znajomi. W tych trudnych dniach choroby dom rodziców, w którym przebywała, był codziennie pełen gości. Rodzina i przyjaciele trwali niestrudzenie przy jej łóżku.
Miałam powiedzieć, że aż do końca. Ale to byłaby nieprawda - ONA dopiero zaczęła to prawdziwe życie, w którym nie ma łez i cierpienia.
Nie płaczmy, że odeszła.
Podziękujmy BOGU, że spotkaliśmy ją na naszej drodze, że BYŁA.
Ajusiu - na zawsze w naszych sercach.
Koniec zawartości
Nie ma więcej stron do wyświetlenia
8 l
9 l